Ula Fiedorowicz

Safari w Namibii

Afryka, najbardziej ze wszystkich kontynentów (pomijając te zamrożone) postrzegana jest jako mało zróżnicowany teren. Ile atrakcji moglibyście wymienić, gdybyście zostali zapytani o to, co warto zobaczyć w Afryce? Na podsumowanie kilkadziesięciu krajów, pewnie wystarczyłyby palce dwóch rąk.  Tym bardziej cieszę się, że celem tej podróży była Namibia. Otworzyła mi oczy i zainteresowała resztą Afryki.

Ta podróż była rzecz jasna wyjazdem turystycznym. Wszystko było podane na tacy, prowadzono mnie za rączkę od początku do końca, każdy dzień miałam rozplanowany od rana do wieczora. W ciągu tych kilku dni cieżko było tak naprawdę wsiąknąć w tamtejszą rzeczywistość. Mimo wszystko sama Namibia może zaskoczyć każdego odwiedzającego porządkiem i zorganizowaniem. To pozostałości po Niemcach, których turysta raczej nie spodziewa się zobaczyć w tak egzotycznym kraju. Chociaż oficjalnym językiem Namibii jest angielski, większość ludzie rozmawia po afrykanersku (który brzmi jak holenderski), często też znają niemiecki. Ponadto jest wiele innych języków, którymi posługują się Namibijczycy w zależności od korzeni i tego, z jakiej części kraju pochodzą.

Safari

Nasz hotel znajdował się w rezerwacie Okonjati, gdzie żyje mnóstwo zwierząt w tym m.in. 18 nosorożców, 22 słonie, wiele gatunków antylop, setki gatunków ptaków. Po południu pojechaliśmy więc na safari. Krótko po tym jak wyruszyliśmy pojawiła się żyrafa z 5-dniową młodą żyrafką. Kawałek dalej zobaczyliśmy kolejną. Przez cały pobyt w Namibii najczęściej natrafialiśmy na antylopy południowoafrykańskie i guźce. Tuż przed maską samochodu przebiegł nam też raz pokaźny oryks.
Nie wiem czy to przez Pumbę z „Króla Lwa”, ale do guźców czuję chyba największą sympatię. Ciężko było zrobić im zdjęcie z bliska, zawsze zmykały, ale ich zadki z ogonkami podniesionymi jak antenki były przeurocze. 

W drodze powrotnej spotkaliśmy trzy żyrafy, które znajdowały się naprawdę blisko nas. Szkoda, że nie udało się zobaczyć słonia lub nosorożca żyjącego na wolności, ale to jest dobry powód, żeby wrócić do Afryki.

Kolacja ludzi i karmienie lwów

Już w hotelu nie mogłam się zdecydować na drinka, ale Frick, nasz przewodnik, polecił mi Amarulę, przepyszny likier w smaku podobny do Baileys, pochodzący z RPA. Swoją nazwę zawdzięcza maruli, drzewu, którego owoce wykorzystuje się do produkcji likieru. Dobra wiadomość jest taka, że alkohol można dostać na większych europejskich lotniskach, znaleźć ją można również w Polsce. Tym bardziej polecam spróbować.

Kolacja była pyszna. Do wyboru było kilka rodzajów afrykańskich mięs i warzywa w różnej postaci. Po kolacji pojechaliśmy zobaczyć karmienie lwów, które z różnych względów nie żyją na wolności, ale mają na terenie rezerwatu swój wybieg. Widok kilku mniejszych i większych lwów pożerających udziec żyrafy robił wrażenie, zwłaszcza odgłosy wydawane przez koty w trakcie uczty. Widoczna była też dominacja największego lwa, któremu nikt nie mógł podskoczyć. Po kilkunastu minutach całe mięsno zniknęło, pozostały tylko kości i ogon.

Ogniskowe opowieści o Angelinie i Bradzie

Po powrocie usiedliśmy przy ognisku z mocniejszą wersją wcześniejszego likieru- AMF, czyli Amarula For Men, z dodatkiem, brandy. Równie dobre, ale już dość mocne. Dowiedziałam się wtedy od Fricka, że w 2006 Angelina Jolie i Brad Pitt zatrudnili go jako przewodnika, kiedy udali się do Afryki, żeby Angelina urodziła ich pierwsze wspólne dziecko z dala od medialnej gorączki. Frick spędził z nimi dużo czasu i opowiadał, że Brad to zupełnie wyluzowany facet, z którym gadał o takich samych rzeczach jak z nami. Dało się też podobno zauważyć, że Angelina jest tą "silną ręką" w ich związku. Frick miał ponadto okazję poznać George'a Clooney'a, który przyleciał w odwiedziny do swoich przyjaciół. Natomiast córka Angeliny i Brada, Shiloh, przyszła na świat w szpitalu w miasteczku Swakopmund.  Żegnając się z Frickiem jakoś nie mogłam powstrzymać łez. Później czekał nas już tylko lot do Johannesburga, Frankfurtu i Warszawy.

W samolocie wypiliśmy jeszcze kilka drinków AFM, a mi tradycyjnie wcale nie chciało się wracać do domu.

zdjęcia: Ula Fiedorowicz  / Tekst pochodzi z bloga adamantwanderer.blogspot.com.

Podróż za podróż.
Wygraj wyprawę życia!

Pokaż najlepsze zdjęcia ze swojej podróży i podziel się
wrażeniami. Zainspiruj innych do poznawania świata!

Weź udział w konkursie

Babskie sprawy

Jak w trakcie emocjonującej wyprawy poradzić sobie w "te dni"? Poznaj zdanie ekspertów i wypróbuj niezawodną ochronę.

Zobacz poradnik
Zobacz wszystkie

Wasze podróże

Poznaj autorki

Blogerki polecają

 Ile atrakcji moglibyście wymienić, gdybyście zostali zapytani o to, co warto zobaczyć w Afryce? Namibia otworzyła mi oczy i zainteresowała resztą Afryki. 

Zobacz więcej Safari w Namibii